sobota, 27 czerwca 2026

91. NOWE POCZĄTKI – Tom 3: Wieczorem – Monika Sygo

  "Jakbyśmy mieli stać się jednością. Z pewnością czuła, jak reagowało na nią moje ciało, ale chyba jeszcze nie zdawała sobie sprawy, że właśnie dopuściłem do siebie myśl, że chcę jej, chce nas. Chcę wspólnych zachodów słońca."

Poranek, w którym niczego nieświadoma Nela budzi się w ramionach obcego mężczyzny we własnym pokoju akademickim, zapewne na długo zapisze się w jej pamięci. Można by przypuszczać, że również Szymek od tej pory z większą ostrożnością będzie przemierzał labirynt akademickich korytarzy, lecz los nawet na chwilę nie pozwala zapomnieć mu o nieznajomej dziewczynie, którą kilka nocy wcześniej zupełnie przypadkiem trzymał w swych ramionach. Przy pierwszej nadarzającej się okazji, postanawia więc zrobić wszystko, by ich drogi ponownie się przecięły. W blasku gasnących wieczorów, pośród rozmów niesionych ciepłym powietrzem i spojrzeń zatrzymujących się o ułamek sekundy za długo, rodzi się uczucie, którego nadejścia żadne z nich się nie spodziewało. 

Pierwszy tom serii "Nowe początki" rozkochał mnie w sobie lata temu, zabierając w niezwykle magiczną podróż opowiadającą o odnajdowaniu swojego własnego "ja" w akompaniamencie dziecięcych marzeń i pięknawych wschodów słońca. Dziś, kilka lat później z kolei, siedząc na uniwersyteckiej ławce w ostatnich promieniach zachodzącego słońca, miałam okazję poznać historię Neli i Szymka, dwóch równie zagubionych dusz tyle, że w nieco już starszym wydaniu. Sięgnięcie po trzeci i jednocześnie finałowy tom serii okazało się dla mnie wydarzeniem nadzwyczaj sentymentalnych, z rodzaju tych, które na długo zostają w pamięci i, choć tym razem nie towarzyszą nam wschody, a zachody słońca, pod nogami nie pląta się słodkawy w swej buntowniczej naturze pies, tylko dwójka niezwykle rezolutnych kociaków, a główni bohaterowie wydają się znacznie bardziej problematyczni, magia tła przedstawionego w tej historii wciąż pozostaje równie znacząca. 

Na szczególne docenienie zasługuje zamysł, ale i niezwykle wyważony humor towarzyszący scenie pierwszego spotkania głównych bohaterów, która wydała mi się nadzwyczaj zaskakująca w swej prostoliniowej formie. Nie co dzień zdarza się, by tytuł tego gatunku zaczynał się od pomylenia drzwi w akademiku i wylądowania w obcym łóżku, dla mnie brzmi to prędzej jak przepis na niezłe morderstwo, choć, biorąc pod uwagę, z jaką gracją ograła tenże temat autorka, pokusiłabym się o stwierdzenie "a szkoda". Nie wspomnę już nawet o fakcie, iż wpadłam w swym zauroczeniu Szymkiem po same czubki uszu! Własnoręcznie przygotowane podarunki w postaci pysznych śniadań, wielkie serce zarówno do zwierząt, jak i ludzi, a do tego niestrudzona odwaga, to tylko część sprawców odpowiedzialnych za motyle w moim brzuchu. Niemałą rolę w tej fascynacji odegrała zapewne i jego przeszłość, która pozwoliła nadać jego postaci niepowtarzalną głębię. 

Nie sposób jednak ku mojej rozpaczy ukryć, iż ten tom nie zafascynował mnie swoją treścią równie mocno, co historia Niny i Oskara pisana w pierwszych promieniach wschodzące słońca, domniemam, że na dłuższą metę sprawcą rozdźwięku między nami okazał się niezwykle niezobowiązujący język powyższego tekstu, który w przypadku pierwszego, wspomnianego tomu wydał się rozwiązaniem wręcz perfekcyjnie trafionym w punkt ze względu na fakt, iż występująca w nim historia została utkana z młodzieńczych marzeń i emocji nieskażonych ciężarem codzienności, natomiast losy Neli i Szymka niosą ze sobą zupełnie odmienny rodzaj bólu. To opowieść, w której za zasłoną horyzontów skąpanych w urokliwych zachodach słońca kryją się pęknięcia, nieuleczone tęsknoty i niezagojone naznaczone przeszłością rany, wymagające odrobiny głębszej uwagi i choć kropli ciszy. 

Wraz z postępującymi wydarzeniami znaczny udział w fabule zaczyna odgrywać również pewnego rodzaju emocjonalny trójkąt między dwójką głównych bohaterów a bohaterką drugoplanową Hanią, który w moim odczuciu naznaczył tę historię nieprzyjemnym obciążeniem. Sceny z ich wspólnych udziałem wydają się pozbawione intrygującej naturalności, z której jak dotąd znana była mi powyższa seria, i choć autorka starała się z równą uwagą pochylić nad perspektywą każdej ze stron, powyższe wydarzenia stawiają czytelnika w roli obserwatora, który z zakłopotaniem przygląda się rozgrywającej na jego oczach sytuacji, nie do końca umiejąc odnaleźć dla siebie właściwe miejsce w tymże dramacie. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Spisek Pisarzy [@wydawnictwospisekpisarzy]. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz