niedziela, 19 lipca 2026

94. UTKANE ZAKLĘCIA – Allison Saft

   "Szczęście to prosta rzecz. Kiedy zaakceptuje się swój los nie ma już w życiu druzgocących upadków ani gwałtownych wzlotów. Te zmiany są wyczerpujące i utrudniają podejmowanie racjonalnych decyzji."

Fantastyka to gatunek, z którym nie miewam styczności nagminnie, choć przy każdym kolejnym tytule tej kategorii żałuję tego coraz silniej, nie trzeba więc zapewne nawet wspominać, iż sięgając po "Utkane zaklęcia" moje dłonie wręcz drżały z podekscytowania. Uczucie, które nie miało prawa zaistnieć, magia zaklęta w szpulkach nadwyrężająca zdrowie, nadworskie projekty i intrygi kryjące się w zakamarkach zamkowych murów, to tylko część motywów, którymi kusiła mnie treść powyżej opowiastki. W nastoletnich latach uwielbiałam przerysowane falbaniaste suknie pokryte błyskiem, które zachwycały oczy swym kunsztownym wykończeniem, ubóstwiałam podziwiać proces ich przygotowania i szycia, dlatego też od samego początku tenże tytuł miał u mnie pewnego rodzaju fory. Zagłębiając się w historię Niamh i Christophera czułam się jak mała dziewczynka, która mogła powrócić do świata, gdzie czary i moda tworzą nierozerwalną sztukę, gdzie każdy szkic przeradza się w przepiękną opowieść o marzeniach, a zaklęcia stają się nieodłącznym elementem zamkowych intryg.

Niamh jest bohaterką niezwykle oddaną swemu dziedzictwu, magia, którą odziedziczyła po swoich przodkach jest nie tylko darem, ale i nadzwyczaj ciążącym jej na barkach brzemieniem, które dźwiga każdego dnia, momentami odnosiłam jednak irytujące wrażenie, iż poza tym jako czytelnik niewiele więcej się o niej dowiadujemy. W kontekście umiejętności, jakie posiadała i tego, jak wiele mogłaby nam dzięki nim przekazać, wręcz krzywdzący zdaje mi się sposób ich przedstawienia; potrzebowałam czuć jej radość, smutek, czy też żal, wraz z nią przeżywać emocje, które odczuwała podczas przygotowywania królewskich projektów, marzyć, kiedy powracała do szczęśliwych chwil i płakać, gdy ogarniał ją żal za przemykającym przez palce czasem, tymczasem jej choroba wydaje się jedynie płaskim dodatkiem fabularnym, a szycie momentami wręcz machinalnie wykonywaną czynnością. Na jej tle znacznie ciekawszą postacią wydaje się sam Christopher, który pod maską chłodu i arogancji kryje nadzwyczajny barwy wachlarz intrygującego usposobienia. Miał w sobie pewnego rodzaju iskrę, która sprawiała, że czekałam na sceny z jego udziałem z największym utęsknieniem, niezwykle absorbowały mnie jego emocje i to, w jaki sposób wpływały one na otaczającą go roślinność. Wręcz niezwykle było dla mnie, iż wręcz jedną myślą mógł sprawić, iż kwiaty wokół niego rozkwitały z utęsknieniem pławiąc się w jego obecnością, by kilka chwil później pozostawić wokół siebie cierpiące zgliszcza. 

Przenikliwie rozczarowujący okazuje się również wątek, który od pierwszych zdań wydawał mi się nadzwyczaj zajmujący; postać Lovelace'a i wiążące się z tym rozgrywające się na królewskich dworze intrygi nadawały tejże historii wręcz baśniowy urok, z biegiem czasu stały się jednak jedynie narzędziem prowadzącym fabułę do z góry wyznaczonego celu, zamiast pełnoprawnym elementem zdolnym przykuć moją uwagę na dłużej. Pradawne tańce, dworska etykieta i ujmujące opisy scenerii to detale, których potencjał był wręcz zatrważający, scena z włamaniem do książęcej komnaty na dłuższą metę była jednak jedyną sceną, podczas której odczuwane przeze mnie emocje osiągnęły przejmujący zenit. Pozostałe wydarzenia wydawały się tylko strategicznymi ruchami na szachownicy w rozgrywce, której kierunek został określony już na samym początku, dlatego też pozostaje mi więc jedynie zastanawiać się, jak wiele mogłaby zyskać w oczach czytelnika ta historia, gdyby wspomnianym elementom pozwolić naprawdę zapłonąć. 

Zazwyczaj nie zdarza mi się poczytywać opinii innych przed rozpoczęciem lektury, tym razem podziwiając niezwykłe grafiki przygotowane przez czytelników, mimochodem zdarzyło mi się zerknąć na kilka zdań. I podobnie, jak wielu innych, skłaniam się ku stwierdzeniu, iż "Utkane zaklęcia" to tytuł przepełniony niewykorzystanym potencjałem, zatraconym w zbytnim pośpiechu. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Books4YA [@books4ya].  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz