"Szczęście to prosta rzecz. Kiedy zaakceptuje się swój los nie ma już w życiu druzgocących upadków ani gwałtownych wzlotów. Te zmiany są wyczerpujące i utrudniają podejmowanie racjonalnych decyzji."
Tajemnicze królestwo Avaland przez lata było dla Niamh jedynie mglistym marzeniem utkanym z opowieści i pragnień, których nigdy nie miała nadziei spełnić. Wszystko zmienia się jednak, kiedy, otrzymuje propozycję stworzenia strojów na zbliżające się królewskie wesele. Kobieta od samego początku czuje, że przyjęcie tego zlecenia może kosztować ją znacznie więcej, niż jest gotowa poświęcić, jednak nie ma wyboru, szansa, która mogłaby pozwolić jej zapewnić swojej rodzinie bezpieczną przyszłość, może się więcej nie powtórzyć. Z każdym zaklęciem ukrytym między fałdami jedwabiu jej własny czas nieubłaganie dobiega końca, a jakby tego było mało, na jej drodze nieustannie staje Kit; książę, którego ślub sprowadził ją do pałacu. Mężczyzna, który powinien pozostać jedynie odległą gwiazdą na królewskim niebie, z każdym kolejnym spotkaniem staje się coraz trudniejszy do zignorowania.
Fantastyka to gatunek, z którym nie miewam styczności
nagminnie, choć przy każdym kolejnym tytule tej kategorii żałuję tego coraz
silniej, nie trzeba więc zapewne nawet wspominać, iż sięgając po "Utkane
zaklęcia" moje dłonie wręcz drżały z podekscytowania. Uczucie, które nie miało prawa zaistnieć, magia zaklęta w szpulkach nadwyrężająca zdrowie, nadworskie projekty i intrygi kryjące się w zakamarkach zamkowych murów, to tylko część motywów, którymi kusiła mnie treść powyżej opowiastki. W nastoletnich latach uwielbiałam przerysowane falbaniaste suknie pokryte błyskiem, które zachwycały oczy swym kunsztownym wykończeniem, ubóstwiałam podziwiać proces ich przygotowania i szycia, dlatego też od samego początku tenże tytuł miał u mnie pewnego rodzaju fory. Zagłębiając się w historię Niamh i Christophera czułam się jak mała dziewczynka, która mogła powrócić do świata, gdzie czary i moda tworzą nierozerwalną sztukę, gdzie każdy szkic przeradza się w przepiękną opowieść o marzeniach, a zaklęcia stają się nieodłącznym elementem zamkowych intryg.
Ponad to przenikliwie rozczarowujący okazuje się wątek, który od pierwszych zdań wydawał mi się nadzwyczaj zajmujący; postać Lovelace'a i wiążące się z tym rozgrywające się na królewskich dworze intrygi nadawały tejże historii wręcz baśniowy urok, z biegiem czasu stały się jednak jedynie narzędziem prowadzącym fabułę do z góry wyznaczonego celu, zamiast pełnoprawnym elementem zdolnym przykuć moją uwagę na dłużej. Pradawne tańce, dworska etykieta i ujmujące opisy scenerii to detale, których potencjał był wręcz zatrważający, scena z włamaniem do książęcej komnaty na dłuższą metę była jednak jedyną sceną, podczas której odczuwane przeze mnie emocje osiągnęły przejmujący zenit. Pozostałe wydarzenia wydawały się tylko strategicznymi ruchami na szachownicy w rozgrywce, której kierunek został określony już na samym początku, dlatego też pozostaje mi więc jedynie zastanawiać się, jak wiele mogłaby zyskać w oczach czytelnika ta historia, gdyby pozwolić jej toczyć się własnym, nieokrzesanym rytmem.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Books4YA [@books4ya].

.jpg)