"Czy jesteśmy w stanie być po prostu kobietami? Każda z własną historią, tęsknotami i spełnieniem. Bez nieświadomego oceniania się nawzajem przez pryzmat ról narzucanych przez społeczne oczekiwania?"
Z twórczością Jakuba Bączykowskiego w swojej czytelniczej karierze spotykam się po raz pierwszy, jednak mimo to jestem w stanie pokusić się ku stwierdzeniu, iż niesie ona ze sobą wyraźne znamiona ujmującego doświadczenia. Jego pióro jest bowiem niezwykle zrównoważone i klarowne, momentami nawet i wręcz niebywale dosadne, a przy tym obciążone intensywnym ładunkiem emocjonalnym, który nie pozwala czytelnikowi nawet na chwilę wytchnienia. „Wszystko na mojej głowie” to tytuł utkany z codziennych doświadczeń, myśli oraz emocji, tych cichych, zakopanych w głębi serca, a jednak wciąż tak bardzo w nas obecnych. To historia, która z wyczuciem uświadamia nam, iż każdy z nas mierzy się z własnymi problemami, często tocząc tego typu walki z dala od ciekawskich spojrzeń, a tym samym przypomina, jak zgubne może okazać się ocenianie człowieka po samej jego okładce.
Salon fryzjerski, który w zasadzie staje się głównym tłem rozgrywających się w tej opowieści wydarzeń, to miejsce, do którego sama z przyjemnością chciałabym się wybrać. Metamorfoza, na którą klienci mogą liczyć pod czujnym okiem Rity nie ogranicza się tylko do zmiany fryzury, dokonuje się również na poziomie emocjonalnym. Przestrzeń salonu staje się dla nich bezpiecznych azylem, sprzyjającym wszelkim, nawet i tym najtrudniejszym rozmowom. Mamy tu kolorowe dodatki, rodzinne pamiątki oraz stare, ozdobne maszyny fryzjerskie, o których Rita mimochodem opowiada, co przepięknie podbija klimat tego tytułu. To właśnie te drobne detale nadają temu miejscu wyjątkowo domowy, niemal intymny charakter, sprawiając, że staje się on miejscem spotkań, zaufania i ludzkiej bliskości.Jedyną kwestią, jaką mogłabym przy tym tytule poddać wątpliwości, jest ogólna myśl przewodnia tego tytułu, jak i jego zakończenie. Śledziłam losy Rity i jej klientów z poczuciem, iż zmierzają one ku wspólnemu sensowi, tymczasem epilog sprawia wrażenie urwanego oraz pozbawionego głębszej, spinające tekst w jedną całość myśli. Pozostawia on w zawieszeniu nie tylko emocjonalną historię samej Rity, ale także losy osób, które przewinęły się przez jej salon i wniosły do powieści własne dramaty oraz problemy. W efekcie czytelnik pozostawiony jest z poczuciem niedosytu i brakiem swoistego domknięcia przedstawionej historii.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona [@czwartastrona].
