"Od pewnego czasu to ty jesteś moim spokojem, Emily. Czuję się lepiej, wiedząc, że też jesteś w trasie. Po raz pierwszy od dawna codziennie czekam na to, by móc się z kimś zobaczyć i porozmawiać. Z kimś, kto mnie nie osądzi. Kto ma gdzieś, ze jestem gwiazdą."
Emily miała tylko jeden konkretny cel, gdy znalazła się w samym środku kalifornijskiego pustkowia: dostać się do ukrytego pośród bezkresu studia nagrań, o którym wiedzieć mogli tylko nieliczni. Nie miała planu, wierzyła jednak, że los jej sprzyja, kiedy to zmyślone imię i kilka starannie dobranych kłamstw stały się dla niej przepustką do świata, którego częścią nigdy nie chciała się stać. Nieplanowana trasa koncertowa u boku jednego z najsłynniejszych zespołów współczesnej muzyki dawała jej niepowtarzalną szansę, by raz na zawsze odgrodzić przeszłość grubą kreską. Nie przewidziała tylko, że każde uważne spojrzenie Tristana będzie zacierać wyznaczone przez nią granice, prowadząc ją na krawędź słodkiego obłędu.
Pióro Penelope Ward znane jest mi przede wszystkim za sprawą jej licznej twórczości w formacji z Vi Keeland, która dotychczas umiliła mi już niejeden nostalgiczny wieczór. Nie ma chyba tytułu ich wspólnego autorstwa, o którym nie słyszałabym wcześniej chociaż drobnego słówka, a nie da się ukryć, iż nie śledzę rynku wydawniczego ze zbyt sporym zapałem, co zapewne również może już mówić samo za siebie. Z zaskoczeniem jednocześnie uzmysłowiłam sobie, iż nasze ścieżki z samą Penelope Ward tak naprawdę nigdy się jeszcze nie przecięły, a kiedy na dodatek okazało się, iż tytuł, przy którym będziemy mieć okazję przełamać z autorką nasze pierwsze lody, jest zanurzony w realiach branży muzycznej, moje podekscytowanie rozrosło się do niebotycznych rozmiarów. Oczekiwałam więc historii, w której muzyka stanie się integralnym elementem świata przedstawiona, a nie jedynie jej ledwie zarysowanym, a wręcz zapomnianym szkieletem.
Podobnie jak w przypadku wspólnych tworów aktorek, „Muza Rockamana” również od samego początku wkręca nas w pewnego rodzaju intrygę, czytelnik czuje pod skórę, iż coś się dzieje, ale puzzle tejże układanki odkrywa stopniowo, zbierając pośród rozmów i najróżniejszych wydarzeń strzępki informacji. Zabieg ten sprawia, iż tak naprawdę ciężko oderwać się od czytanego tekstu, a pełne dojrzałości rozmowy głównych bohaterów sprawiają, iż czytanie staje się jeszcze przyjemniejsze. Początkowo nie byłam aprobatywnie nastawiona względem różnicy wieku między Emily i Tristanem, ostatecznie jednak buchająca między nimi chemia obezwładniła moją duszę w całości, a czyhający na mnie pod sam koniec nagły zwrot akcji, będący tym samym rozwiązaniem tlącej się w tle intrygi, był jak nokautujący cios.
Na dłuższą metę jedynym elementem, którego paradoksalnie mi w tej historii tak naprawdę zabrakło, okazał się właśnie ten długo wyczekiwany przeze mnie motyw muzyki. Wprawdzie pod kątem fabularnym historia ta została osadzona w realiach trasy koncertowej, a na dodatek wielokrotnie nawiązywała do samej idei tworzenia i życia prawdziwej gwiazdy, ostatecznie jednak odnoszę wrażenie, iż w natłoku zdarzeń jej magia zatraciła swój nieodparty blask. W zamian za to nie sposób jej jednak odmówić bogactwa pięknie napisanych komplementów oraz kwestii, które wielokrotnie na nowo zachwycały mnie swoją subtelnością, idealnie wpisując się w grono słów wartych zaznaczenia. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby ukazać Tristana z bajecznie korzystnej perspektywy, dzięki czemu nie sposób było nie uleć jego intrygującemu urokowi, nawet jeśli on sam nie do końca panował nad konsekwencjami swoich decyzji. Rozczarowujące jednak okazało się dla mnie również i zakończenie, które wywarło na mnie wrażenie zbyt pośpiesznego i niedostatecznie rozwiniętego, by w pełni zaspokoić postawione przed nim wcześniej oczekiwania.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Editio Red [editio_red].
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz