"Dostrzegałem ją. Wiedziałem, kiedy przychodziła na imprezę i, kiedy z niej wychodziła. Potrafiłem bez zastanowienia wskazać miejsce, w którym się znajdowała (...). I może to brzmi dziwnie, ale traktowałem to jak coś zwyczajnego. Boleśnie normalnego, jakby musiało być częścią mojego dnia."
W dzieciństwie byli sobie w zasadzie obcy, jako nastolatkowie nie pałali do siebie sympatią, kilkanaście lat później wydawać by się mogło, że stali się dla siebie wszystkim, dziś jednak patrzą na siebie jak nieznajomi, którzy nigdy nie mieli ze sobą nic wspólnego. Każde spotkanie niesie w sobie ciężar tego, co w ich relacji utracone i, choć oboje mają świadomość, że nie da się uciekać przed przeszłością bez końca, nie spodziewają się, iż życie po latach zakpi z nich tak bezlitośnie, stawiając ich ramię w ramię na czele rodzinnego imperium. Los naznaczył ich w bolesny sposób, teraz jednak stoją po tej samej stronie barykady i muszą odnaleźć nić porozumienia.
Interesującym urozmaiceniem okazał się zabieg retrospekcji, od którego w istocie rozpoczyna się cała nasza opowieść. Autorka bez ostrzeżenia wrzuca czytelnika w sam środek historii, prowadząc go pomiędzy strzępami wspomnień z lekkością, ale i ujmującym wyczuciem. Odbiorca od pierwszych stron zatraca się w relacji bohaterów, chcąc nie tylko dowiedzieć się, co w niej nie zagrało, ale i bezkarnie wierzyć, iż zasługują oni na drugą szansę. Początkowe rozdziały przesycone są słodyczą, rozbrajającą naiwnością i nadzieją na lepszy jutro, a na dodatek pozwalają poznać bohaterów w znacznie młodszej odsłonie, niemal tak, jakbyśmy byli ich najlepszymi przyjaciółmi, obserwującymi rodzące się między nimi uczucie od pierwszego spojrzenia aż po epilog.Jestem czytelniczką, która szczególnie ceni sobie obecność dzieci w literaturze, te drobne istoty od lat niezmiennie rozkładają mnie na łopatki i dodają opowieściom wyjątkowej iskry, której próżno szukać w innych tytułach. „Addicted” ukazuje nam historię Brealyn, kobiety twardo stąpającej po ziemie, którą młodość naznaczyła kilkoma błędami, a ich najpiękniejszą konsekwencją pozostaje jej kilkuletnie córka. Poczucie humoru kilkulatki niezwykle mnie urzekło, a relacja, która połączyła ją z Killianem, pozostanie w moim sercu na dłużej. Wyczekiwałam każdej sceny z ich udziałem, a od wielu nie potrafiłam się w żaden sposób oderwać.
Muszę jednak przyznać, z ogromnym bólem serca, iż ten tytuł z czasem przybrał formę nużącego melodramatu. Piętrzące się nieporozumienia, wieczne niedopowiedzenia i w nieskończoność ciągnące się dyskusje sprawiły, iż w pewnym momencie zamiast z uwagą śledzić umacniającą się więź między głównymi bohaterami, wyczekiwałam jej finału. Konflikty między bohaterami nawracały z niemal zadziwiającą regularnością, a na dodatek powielały te same schematy, sprawiając, iż historia straciła charakterystyczną świeżość, która początkowo skradła pełnie mojej uwagi. Nie potrafiłam wyzbyć się również wrażenia, że choć fabularnie przenieśliśmy się o kilka lat do przodu, poziom dojrzałości emocjonalnej postaci pozostał w cieniu czasów studenckich, ich wybory były bowiem wielokrotnie nieadekwatne do wieku i doświadczeń, jakie powinni zdobyć w tym oto czasie. I, choć myślę, że w przyszłości sięgnę po inne tytuły autorki, ta historia gdzieś pośród zawiłej drogi, którą wspólnie przebyliśmy, zatraciła swój przepięknie wykreowany potencjał.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Editio Red [editio_red].
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz