czwartek, 26 lutego 2026

79. SILVER SPRINGS – Tom 2: Do wesela się zagoi – Ludka Skrzydlewska

"Z każdą spędzoną z nimi chwilą obie są mi coraz bliższe, a one zapewne coraz bardziej przywiązują się do mnie. Z jakiegoś powodu na tę myśl serce kurczy mi się z niepokoju. Ale wcale nie mam ochoty się wycofać." 

Ich historia zaczęła się od przypadkowego nadepnięcia na dinozaurzy ogon, słodkiej szarlotki i poplamionej koszuli i, choć okoliczności mogłyby wydawać się zabawne, początek tej znajomości nie należał do udanych. Sutton i Hugh są jak ogień i woda, jednak już w walentynkowy wieczór mają stanąć ramię w ramię na ślubnym kobiercu jako świadkowie swoich najlepszych przyjaciół, nie pozostaje im więc nic innego, jak spróbować odnaleźć choć nić porozumienia. Ta współpraca nie będzie łatwa. On najchętniej zamknąłby świat w przejrzystych rubrykach Excela, nadał mu daty, priorytety i kolory. Ona tymczasem jest jego zgubnym przeciwieństwem; odrobinę roztrzepana, doświadczona przez życie i oddana górze obowiązków. Zderzenie ich światów może jednak okazać się dla nich najpiękniejszą lekcją cierpliwości. 

Twórczości Ludki Skrzydlewskiej od lat nie potrafię się oprzeć, jednak „Do wesela się zagoi” to tytuł, który wygodnie rozsiadł się w mojej głowie już kilka dni temu i wciąż nie chce z niej wyjść, choć przeganiałam go już stamtąd kilkukrotnie. Zawsze wydawało mi się, że dobrą książkę budują przede wszystkim przewrotne zwroty akcji, w tym przypadku jednak nie mieliśmy do czynienia z żadnymi zdarzeniami, które mogłyby mnie w sposób dosłowny popchnąć na krawędź, a jednak czuję się rozłożona na łopatki. Każda strona tej historii pachnie wadą cukrową, a całość otula jak ramiona ulubionej osoby, w których można schować się przed przytłaczającą codziennością. Błahe na pierwszy rzut oka gesty i ciche obietnice zyskują tu niezwykłą moc, udowadniając, że prawdziwa miłość nie potrzebuje wielkich słów, a odnajduje swój najprawdziwszy sens w prostocie. To również najlepszy dowód na to, że siła historii nie tkwi w piętrzących się dramatach, lecz w szczerości uczuć i dojrzałej komunikacji, a relacja Sytton i Hugh jest tego najpiękniejszym uosobieniem.

Zapewne powtórzę to już któryś raz, ale lekkość, z jaką Ludka konstruuje kręgosłupy moralne swoich literackich postaci, mimo wielu przeczytanych przeze mnie spod jej pióra książek, wciąż mnie zachwyca. Muszę jednak przyznać, że szczególną słabość czuję wobec stworzonych przez nią męskich bohaterów, którzy za każdym razem mają w sobie coś niebywale zapadającego w pamięć. Hugh jednak spośród tego sporego już dosyć grona wysunął się dla mnie na szczególne prowadzenie, od pierwszych stron urzekł mnie bowiem swoją powściągliwością i tym jego charakterystycznym, nieco wycofanym sposobem bycia. Uwielbiałam chwile, w których porzucał swoją stoicką maskę i pozwalał sobie na prawdziwe emocje; scena, w której po raz pierwszy, dzięki Susie, roześmiał się pełną piersią, na zawsze odcisnęła swoiste piętno na moim serduszku. Podobnie zresztą jak moment, w którym wbrew swoim przyzwyczajeniom oraz zamiłowaniu do faktur, zamówił dla niej z Temu naklejki z dinozaurami. Ten drobny gest powiedział o nim więcej niż najbardziej spektakularne deklaracje, których swoją drogą również sporo miał na koncie.

Na docenienie zasługuje również cały przygotowany przez autorkę arsenał wątków pobocznych, pośród których każdy z czytelników zapewne odnajdzie swój ulubiony. Narty, walentynkowy ślub głównych bohaterów poprzedniego tomu o Silver Springs, niepokojąca przeszłość maleńkiej Susie, a to wszystko w akompaniamencie całej gromady przesłodkich dinozaurów, a od czasu do czasu również mumii, czy więc może być lepiej?

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Editio Red [editio_red].   

środa, 18 lutego 2026

78. TWOJE NIEŚWIADOME WZORCE – Courtney Tracy

"Im bardziej akceptujesz swoją nieświadomość, tym bardziej świadomy się stajesz." 

"Twoje nieświadome wzorce" to niezwykle obszerne opracowanie poświęcone nowoczesnemu podejściu do samorozwoju, w którym osobiste doświadczenia autorki w poszukiwaniu życiowej równowagi przeplatają się z nadającymi całości wiarygodności aspektami naukowymi. Poradnik ten nie tylko wskazuje drogę, ale i pozwala trzymać się za rękę podczas całego procesu poznawania zawiłości własnego umysłu. Autorka w przystępny sposób przybliża zagadnienia związane z nieświadomością, pokazując, jak silnie wpływa ona na nasze prywatne relacje, wybory zawodowe czy sposoby budowania poczucia własnej wartości. To lektura, która nie zatrzymuje się na teorii. Zachęca do refleksji, do zadawania sobie niewygodnych pytań i do stopniowego przejmowania odpowiedzialności za własne wybory. Nie obiecuje nagłych efektów, ale pokazuje, iż świadoma praca nad sobą może prowadzić do poprawy jakości własnego życia. 

Doctor Dourtney Tracy stworzyła nie tylko poradnik, ale przemyślany i dopracowany przewodnik po samorozwoju, który oprócz warstwy teoretycznej zawiera dwanaście praktycznych kroków, mających umożliwić czytelnikowi zrozumienie własnej nieświadomości. W rezultacie "Twoje nieświadome wzorce" nie tylko namawiają do autorefleksji, lecz stają się realnym narzędziem umożliwiającym pracę nad sobą. Liczne ilustracje, przejrzyste schematy i rysunki pomagają uporządkować obszerny materiał, sprawiając, że nawet bardziej złożone zagadnienia stają się dla czytelnika przystępniejsze.

Świat, w który krok po kroku wprowadziła mnie autorka, okazał się dla mnie światem jeszcze nie odkrytym, co w porównaniu do innych poradników, które zdążyłam odhaczyć chociażby w tym roku, już na starcie daje mu swoistą przewagę. Muszę jednak przyznać się przed Wami, iż przed przygotowaniem dla Was tej recenzji, nie udało mi się w pełni ukończyć przygotowanego przez autorkę programu dwunastu kroków, zatrzymałam się dosyć niezapodziewanie, wręcz w pół kroku, odrobinę przytłoczona rezultatami wspomnianego procesu. Wiem jednak, że nadejdzie moment, w którym powrócę na wspomnianą drogę i pozwolę sobie spróbować jeszcze raz, bo wizja możliwych do osiągnięcia efektów wciąż siedzi w mojej głowie.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Feeria [@wydawnictwo_feeria]. 

środa, 11 lutego 2026

77. ADDICTED. ZWIĄZANI PRZESZŁOŚCIĄ – Hope S. Ward

"Dostrzegałem ją. Wiedziałem, kiedy przychodziła na imprezę i, kiedy z niej wychodziła. Potrafiłem bez zastanowienia wskazać miejsce, w którym się znajdowała (...). I może to brzmi dziwnie, ale traktowałem to jak coś zwyczajnego. Boleśnie normalnego, jakby musiało być częścią mojego dnia." 

W dzieciństwie byli sobie w zasadzie obcy, jako nastolatkowie nie pałali do siebie sympatią, kilkanaście lat później wydawać by się mogło, że stali się dla siebie wszystkim, dziś jednak patrzą na siebie jak nieznajomi, którzy nigdy nie mieli ze sobą nic wspólnego. Każde spotkanie niesie w sobie ciężar tego, co w ich relacji utracone i, choć oboje mają świadomość, że nie da się uciekać przed przeszłością bez końca, nie spodziewają się, iż życie po latach zakpi z nich tak bezlitośnie, stawiając ich ramię w ramię na czele rodzinnego imperium. Los naznaczył ich w bolesny sposób, teraz jednak stoją po tej samej stronie barykady i muszą odnaleźć nić porozumienia. 

Interesującym urozmaiceniem okazał się zabieg retrospekcji, od którego w istocie rozpoczyna się cała nasza opowieść. Autorka bez ostrzeżenia wrzuca czytelnika w sam środek historii, prowadząc go pomiędzy strzępami wspomnień z lekkością, ale i ujmującym wyczuciem. Odbiorca od pierwszych stron zatraca się w relacji bohaterów, chcąc nie tylko dowiedzieć się, co w niej nie zagrało, ale i bezkarnie wierzyć, iż zasługują oni na drugą szansę. Początkowe rozdziały przesycone są słodyczą, rozbrajającą naiwnością i nadzieją na lepszy jutro, a na dodatek pozwalają poznać bohaterów w znacznie młodszej odsłonie, niemal tak, jakbyśmy byli ich najlepszymi przyjaciółmi, obserwującymi rodzące się między nimi uczucie od pierwszego spojrzenia aż po epilog.

Jestem czytelniczką, która szczególnie ceni sobie obecność dzieci w literaturze, te drobne istoty od lat niezmiennie rozkładają mnie na łopatki i dodają opowieściom wyjątkowej iskry, której próżno szukać w innych tytułach. „Addicted” ukazuje nam historię Brealyn, kobiety twardo stąpającej po ziemie, którą młodość naznaczyła kilkoma błędami, a ich najpiękniejszą konsekwencją pozostaje jej kilkuletnie córka. Poczucie humoru kilkulatki niezwykle mnie urzekło, a relacja, która połączyła ją z Killianem, pozostanie w moim sercu na dłużej. Wyczekiwałam każdej sceny z ich udziałem, a od wielu nie potrafiłam się w żaden sposób oderwać.

Muszę jednak przyznać, z ogromnym bólem serca, iż ten tytuł z czasem przybrał formę nużącego melodramatu. Piętrzące się nieporozumienia, wieczne niedopowiedzenia i w nieskończoność ciągnące się dyskusje sprawiły, iż w pewnym momencie zamiast z uwagą śledzić umacniającą się więź między głównymi bohaterami, wyczekiwałam jej finału. Konflikty między bohaterami nawracały z niemal zadziwiającą regularnością, a na dodatek powielały te same schematy, sprawiając, iż historia straciła charakterystyczną świeżość, która początkowo skradła pełnie mojej uwagi. Nie potrafiłam wyzbyć się również wrażenia, że choć fabularnie przenieśliśmy się o kilka lat do przodu, poziom dojrzałości emocjonalnej postaci pozostał w cieniu czasów studenckich, ich wybory były bowiem wielokrotnie nieadekwatne do wieku i doświadczeń, jakie powinni zdobyć w tym oto czasie. I, choć myślę, że w przyszłości sięgnę po inne tytuły autorki, ta historia gdzieś pośród zawiłej drogi, którą wspólnie przebyliśmy, zatraciła swój przepięknie wykreowany potencjał.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Editio Red [editio_red].   

wtorek, 3 lutego 2026

76. WSZYSTKO NA MOJEJ GŁOWIE – Jakub Bączykowski

"Czy jesteśmy w stanie być po prostu kobietami? Każda z własną historią, tęsknotami i spełnieniem. Bez nieświadomego oceniania się nawzajem przez pryzmat ról narzucanych przez społeczne oczekiwania?" 

Salon fryzjerski Rity w sercu Krakowa na pierwszy rzut oka może wydawać się jednym z wielu, jednak to właśnie tutaj w akompaniamencie starych polskich piosenek i cichego szczęku nożyczek na jaw wychodzą głęboko skrywane myśli. To miejsce przepełnione wspomnieniami, rzucającymi się w oczy pastelami i historiami, które zostają w głowie na dłużej. Przez próg salonu przewijają się klienci z najróżniejszymi bagażami doświadczeń, jedni wpadają tylko skrócić końcówki, inni pragną prawdziwie odmieniającej metamorfozy. W rozmowach, które zaczynają się niewinnie, między pytaniem o długość a zapachem lakieru do włosów, powoli odsłaniają się lęki, marzenia i sprawy ciążące na duszy od lat. Tutaj opadają maski i znikają ukryte zamiary, pozostaje tylko prawda i nadzieja na lepsze jutro.

Z twórczością Jakuba Bączykowskiego w swojej czytelniczej karierze spotykam się po raz pierwszy, jednak mimo to jestem w stanie pokusić się ku stwierdzeniu, iż niesie ona ze sobą wyraźne znamiona ujmującego doświadczenia. Jego pióro jest bowiem niezwykle zrównoważone i klarowne, momentami nawet i wręcz niebywale dosadne, a przy tym obciążone intensywnym ładunkiem emocjonalnym, który nie pozwala czytelnikowi nawet na chwilę wytchnienia. „Wszystko na mojej głowie” to tytuł utkany z codziennych doświadczeń, myśli oraz emocji, tych cichych, zakopanych w głębi serca, a jednak wciąż tak bardzo w nas obecnych. To historia, która z wyczuciem uświadamia nam, iż każdy z nas mierzy się z własnymi problemami, często tocząc tego typu walki z dala od ciekawskich spojrzeń, a tym samym przypomina, jak zgubne może okazać się ocenianie człowieka po samej jego okładce.

Salon fryzjerski, który w zasadzie staje się głównym tłem rozgrywających się w tej opowieści wydarzeń, to miejsce, do którego sama z przyjemnością chciałabym się wybrać. Metamorfoza, na którą klienci mogą liczyć pod czujnym okiem Rity nie ogranicza się tylko do zmiany fryzury, dokonuje się również na poziomie emocjonalnym. Przestrzeń salonu staje się dla nich bezpiecznych azylem, sprzyjającym wszelkim, nawet i tym najtrudniejszym rozmowom. Mamy tu kolorowe dodatki, rodzinne pamiątki oraz stare, ozdobne maszyny fryzjerskie, o których Rita mimochodem opowiada, co przepięknie podbija klimat tego tytułu. To właśnie te drobne detale nadają temu miejscu wyjątkowo domowy, niemal intymny charakter, sprawiając, że staje się on miejscem spotkań, zaufania i ludzkiej bliskości.

Jedyną kwestią, jaką mogłabym przy tym tytule poddać wątpliwości, jest ogólna myśl przewodnia tego tytułu, jak i jego zakończenie. Śledziłam losy Rity i jej klientów z poczuciem, iż zmierzają one ku wspólnemu sensowi, tymczasem epilog sprawia wrażenie urwanego oraz pozbawionego głębszej, spinające tekst w jedną całość myśli. Pozostawia on w zawieszeniu nie tylko emocjonalną historię samej Rity, ale także losy osób, które przewinęły się przez jej salon i wniosły do powieści własne dramaty oraz problemy. W efekcie czytelnik pozostawiony jest z poczuciem niedosytu i brakiem swoistego domknięcia przedstawionej historii.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona [@czwartastrona].