"Ale mleko się już rozlało. Wiesz, Michael, z początku cieszyłam się z naszego spotkania. Naprawdę chciałam umówić się z tobą na tę pizzę, tylko we dwoje, ale teraz przeklinam dzień, w którym tu wróciłeś."
Odkąd tylko przeczytałam zapowiedź tego tytułu na stronie wydawnictwa, wiedziałam, iż nie będę potrafiła go sobie odmówić. Toskania, idylliczny krajobraz, małe średniowieczne miasteczko, słodkawy romans i wielopokoleniowa winnica brzmią jak przepis na historię skrojoną dokładnie pod mój gust. W tle przewija się również motyw spotkania po latach, który, choć nie należy do moim ulubionych, w rękach Felicji miał naprawdę spory potencjał, by stać się małym, porywającym dziełem sztuki. I choć nie jestem specem w hiszpańskiej kuchni, za talerz popisowego pappardele z rąk bohaterów oddałabym naprawdę wiele.
Największym atutem „To nie jest kraj dla singli” pozostaje przede wszystkim jego jedyny w swoim rodzaju klimat, który nie pozwala zapomnieć o sobie na długo po odłożeniu lektury. To jedna z tych historii, przy których myśli same uciekają ku skąpanym w słońcu wzgórzom, stromym, ukwieconym uliczkom oraz zapachowi dojrzewających winogron, którym wręcz nasiąkły strony tej opowieści. Czytając, nie sposób nie rozmarzyć się choćby na chwilę i nie zapragnąć przenieść do tego świata razem z bohaterami, chadzać niespiesznie między winoroślami, tańczyć w pełnym słońcu, pozwalając, by codzienność zwolniła swój rytm. Chciałam uczestniczyć w życiu miasteczka, w jego drobnych rytuałach i wydarzeniach, które dla Elisy mogłyby wydawać się reliktem przeszłości, a które w moich oczach nabrały wyjątkowego znaczenia, tworząc nową niezwykle magiczną rzeczywistość.Na szczególną uwagę zasługują bohaterowie poboczni, którzy nadali historii niezwykłą głębię i wielowymiarowość. Linda, która z początku wydaje się jedynie niepozorną nastolatką, roztacza wokół siebie aurę niesamowitej dojrzałości i lisiego sprytu, któremu czytelnik nie jest w stanie się oprzeć, a jej zmagania z pierwszymi, prawdziwymi problemami stają się barwnym urozmaiceniem fabularnym. Moje serce skradli także mieszkańcy miasteczka, których charakter w żaden sposób nie odbiega od moich wyobrażeń, choć byłam tylko cichym obserwatorem, czułam, jakbym była częścią ich małomiasteczkowej społeczności.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz